Strona główna O nas Statut Historia Kontakt
 
 
Mieszkanie potrzebne od zaraz

Henryka Wilk w budynku na os. Błękitnym 20 mieszka od kwietnia 1977 roku. Bardzo lubi swoje dwa pokoje. Niewiele brakowało, a mieszkałaby w bloku nr 1.

- Zajmowaliśmy wówczas kawalerkę na os. Kolorowym, niecierpliwie oczekując na mieszkanie trzypokojowe, mieliśmy małe dziecko. Ze względu na to, że Wałbrzych miał zostać miastem wojewódzkim, nastąpił przestój w budownictwie. Ówczesny prezes spółdzielni – Zenon Niemyjski, powiedział mi, że blok nr 1 na os. Błękitnym oddadzą dopiero jesienią 1977 roku. „O nie” - odparłam, „nie chcę tyle czekać”. I dostaliśmy przydział na dwa pokoje w bloku obok – nr 20.

                                        

Pani Henryka przyjechała z rodzicami z okolic Krakowa w 1947 roku jako czteroletnia dziewczynka, zamieszkali w Ciepłowodach. Po ukończeniu Technikum Ekonomicznego w Świdnicy trafiła na staż do mleczarni w Ciepłowodach, krótko potem, w 1963 roku, zaczęła pracę w Diorze. Pracowała na produkcji specjalnej w wydziale W-1, na rozdzielni, w zaopatrzeniu, dziale planowania, dziale kooperacji, w którym kierowała między innymi pracą nakładczą – chałupnictwem, z którego korzystały zwłaszcza młode matki, wykonując w domu najróżniejsze prace, np. lutowanie. Z takiej możliwości korzystało wówczas około sto pięćdziesiąt osób.

- Chałupnictwo było bardzo wygodne, choć mogło być czasem niebezpieczne, jeśli lutowało się będąc w jednym pokoju z dzieckiem, które wdychało opary. Pracownice obowiązywały ścisłe procedury BHP – zaznacza pani Henryka.

W zakładzie pełniła funkcje kierownicze, choć, jak podkreśla, nigdy nie była w partii.

- Nie robiono z tego problemu. Deklaracja partyjna leżała w szufladzie, a ja zawsze śmiałam się, że „jeszcze nie dojrzałam”, z kolei w opiniach partyjnych pisano o mnie „nie jest z nami, ale nie jest przeciwko” - śmieje się pani Henryka.

Ostatni etap pracy zawodowej, aż do odejścia na emeryturę w 1993 roku, przepracowała w Diotechu.

- Wołam iść na emeryturę, niż oglądać pseudodyrektorów. Stanowiska otrzymali migający się wcześniej od pracy ludzie z Solidarności, którą samą w sobie bardzo cenię za walkę o naszą wolność. Do tego zachorowała wtedy moja mama, opiekowałam się nią przez dwa lata. Dziś kiedy przechodzę koło Diory czuję się, jakbym mijała cmentarz. Z tym zakładem związałam całe swoje życie zawodowe, tam upłynęła mi młodość.

Z nieżyjącym już partnerem Tadeuszem poznali się na wakacjach nad morzem, w Jarosławcu: pani Henryka była na zakładowych wczasach, pan Tadeusz na obozie siatkarskim. Zwróciła na niego uwagę, bo sama w szkole średniej grała w Świdnicy w siatkówkę w pierwszej lidze. Byli parą przez 41 lat, aż do śmierci pana Tadeusza w 2009 roku.

- Nigdy nie wzięliśmy ślubu. Uważaliśmy, że papierek nam nie jest potrzebny do szczęścia. Nie czuliśmy jednak ostracyzmu otoczenia. Raz, kiedy znajomy dopytywał się o tę kwestię,odpaliłam mu, że życzę wielu znanym mi małżeństwom, żeby ich pożycie układało się tak wspaniale, jak nam. Byliśmy razem, bo nam zależało na sobie. Doczekaliśmy się dwójki dzieci – syna Włodzimierza i córki Ani. Mieliśmy wielu przyjaciół, wyjeżdżaliśmy razem do Jarosławca czy do Łagowa, gdzie podczas Filmowego Lata można było na przystani spotkać skacowanych aktorów.

Pan Tadeusz przez wiele lat pracował w pieszyckich Zegarach w produkcji specjalnej. Pani Henryka przyznaje, że nie znali szczegółów swojej pracy, objętej wówczas tajemnicą służbową. W domu nie rozmawiało się na ten temat.

                                  

Jak wiele osób z jej pokolenia, narzeka na dzisiejsze, bardzo wątłe kontakty sąsiedzkie, ograniczone do „dzień dobry” rzucone podczas mijania się na schodach.

- Kiedyś żyliśmy wszyscy razem: imieniny, urodziny, wspólne popołudnia. Dzieci mieliśmy w jednym wieku, wzajemnie sobie pomagaliśmy. Dziś boję się wyjść z domu, pod klatką nieustannie przesiadują podejrzane typy, zgłaszaliśmy to odpowiednim służbom, ale na razie niewiele się zmieniło.

W wolnym czasie pani Henryka czyta książki, ogląda programy telewizyjne i dba o nazywany przez nią „ogrodem angielskim” balkon, na którym wyhodowała między innymi dorodne pelargonie, świetliste słoneczniki i imponującą, bogato kwitnącą opuncję.

APK

<< strona główna    06.03.2018, godz.14:08    odsłony(100)
Dodaj do:   
WSPOMNIENIA Spółdzielców


 
czas generowania: 0,0051 s