Strona główna O nas Statut Historia Kontakt
 
 
Jabłek starczało dla całego osiedla

Genowefa Smoleń z synem Dariuszem w bloku nr 10 na os. Jasnym mieszkają od 1970 roku.

- Pamiętam, że wprowadziliśmy się pod koniec lutego, po feriach. Mama zapisana była do członków Spółdzielni Mieszkaniowej. Zostało parę wolnych mieszkań w blokach nr 9 i 10. Tata specjalnie zwolnił się z zakładów im. II Armii w Bielawie, by przejść do wrocławskiej firmy budowlanej, która stawiała bloki spółdzielcze, bo powiedziano mu, że w ten sposób może otrzymać wcześniej przydział mieszkania. Malował mieszkania w bloku, w którym potem niebawem zamieszkaliśmy. Niestety, ta przygoda nie skończyła się pomyślnie, bo wkrótce zaproponowano mu w pracy objęcie funkcji brygadzisty, a zaraz potem zaczęły się naciski na wstąpienie do partii. Ojciec nie zgodził się i zwolniono go dyscyplinarnie – opowiada pan Dariusz.

                              

Pani Genowefa przyjechała do Dzierżoniowa z miejscowości Grudna Dolna na Podkarpaciu, jej nieżyjący już mąż Władysław – z wioski Zabawa w Małopolsce. Pani Genowefa pracowała w Silesianie jako prządka, później przy przewlekaniu. Poznali się przez wspólnych znajomych.

- Raz poszliśmy na zabawę z Władkiem, załatwiła ją nam koleżanka Zosia. Kiedy orkiestra zaczęła grać, on poprosił do tańca tę Zosię, zamiast mnie. „Oho, myślę sobie, pierwszy taniec powinien tańczyć ze mną, dobrze byłoby, gdyby mnie też ktoś poprosił”. I zaraz zjawił się wysoki wojskowy. Po kolejnym tańcu Władek podszedł i poprosił mnie do stolika. Za parę minut wojskowy podszedł do naszego stolika i spytał mnie: „Czy mogę prosić?”, na co Władek wstał i krzyknął: „Co? To jest moja żona”. „O, to przepraszam” - odparł wojskowy. W ten oryginalny sposób Władek mi się oświadczył! - śmieje się pani Gienia.

 W poprzednim mieszkaniu, w nieistniejącym budynku przy ul. Kopernika nad Piławą, (dziś znajduje się tam niewielki parking dla mieszkańców TBS-u), mieli pokój z kuchnią. Przeżyli dwie powodzie, w tym wielką w latach 60., kiedy woda sięgała drugiego piętra, dlatego bardzo cieszyli się z nowego mieszkania.

- Wśród wolnych lokali na os. Jasnym były te na czwartym i trzecim piętrze, i tylko jedno na pierwszym, na które wszyscy mieli ochotę. Nikt nie chciał pierwszy losować, więc mąż mnie więc wypchnął, by mieć już to za sobą. Miałam szczęście, udało mi się wylosować upragnione mieszkanie na pierwszym piętrze. Usłyszałam tylko jęk zawodu wśród innych – wspomina pani Genowefa.

W miejscu budynku poczty na os. Jasnym były wówczas ogródki, a osiedla Różanego – pola z kukurydzą i pszenicą.

- Bloki otaczało błoto i „górki – pagórki”. Dopiero latem zaczęto budowę chodników. Najgorzej, że wszystkie sklepy były w Rynku, to kawał drogi po zakupy. Naprzeciwko bloku nr 7 postawiono drewniany kiosk z najważniejszymi artykułami. Nie miał magazynu, mleko przywożono o godz. 4.00, kiedy sklep był jeszcze zamknięty, zostawiano je na zewnątrz, więc stojące na zewnątrz szklane butelki z mlekiem pękały na mrozie. Na osiedlu pojawiały się kolejne bloki. Za pocztą były sady, z kolegami bawiliśmy się w berka skacząc po koronach tych drzew, z gałęzi na gałąź. Jesienią przynosiliśmy rodzicom stamtąd jabłka, wystarczało dla całego osiedla. To był nasz raj, bo placów zabaw wówczas nie było, graliśmy jeszcze w piłkę. Teraz ludzie chuchają na dzieci, kiedyś wychodziło się rano, a wracało wieczorem, z przerwą na obiad. Rodzice nie wnikali – mówi pan Darek.

Kiedy rozpoczęła się budowa os. Różanego, zaczęto kopać głębokie na 2 metry rowy pod kanalizację, stanowiło to kolejne doskonałe miejsce zabaw dla okolicznych dzieciaków. Dopiero potem koło bloku wybudowano boiska do badmintona, na których spółdzielnia cyklicznie organizowała zabawy. Całymi dniami grano także w kapsle, tyle że pokrywkami od słoików.

Pan Darek, z zawodu cukiernik (do domu zawsze przynosił góry pączków), hobbystycznie przez lata grał na różnych imprezach jako didżej. A wszystko zaczęło się od spółdzielni, kiedy dogadał się ze starszymi kolegami, że ma sporo polskich piosenek nagrywanych nocami z radia i mógłby je zaprezentować na spółdzielczej dyskotece. Zrobił furorę i od tej pory grał już regularnie, między innymi w DOK-u czy klubie Eden.

- Grałem z Kasprzaka na chromowanych kasetach 60-minutowych, w zeszycie miałem spisane utwory. Nie patrzyło się wówczas na czas nagrania, orientowałem się w kolejności nagrań. Dziś się już zniechęciłem, wszystko stało się bardzo komercyjne, granie straciło duszę.

APK
 

<< strona główna    21.12.2017, godz.16:37    odsłony(238)
Dodaj do:   
WSPOMNIENIA Spółdzielców


 
czas generowania: 0,0052 s