Strona główna O nas Statut Historia Kontakt
 
 
Dobre sąsiedztwo ważniejsze niż mieszkanie
Aniela i Tadeusz Kciukowie do bloku nr 17 na os. Błękitnym, wówczas jeszcze os. Nowe Miasto, wprowadzili się w kwietniu 1969 roku.

- Te bloki budowane były przez więźniów. Przy ul. Złotej funkcjonował wówczas zakład karny, pamiętam, że w oknach wisiały pęta kiełbas dostarczone więźniom przez ich rodziny – śmieje się pan Tadeusz. - Po pracy na budowie mieli zbiórkę, ustawiali się w szeregu, kolejno odlicz i strażnik zaprowadzał ich z powrotem do zakładu.

Pan Tadeusz na te tereny przybył wraz z mamą i siostrami tuż po wojnie, w 1946 roku, z Zawiercia. Zamieszkali w Pieszycach. Już jako piętnastolatek podjął pracę na tkalni w pieszyckim Bielteksie. Tam poznał swoją przyszłą żonę Anielę, która do wujostwa w Pieszycach przyjechała jako szesnastolatka, spod Częstochowy, z Kłobucka.

- Ciocia powiedziała mamie, że na tych terenach poszukują ludzi do pracy. W Częstochowie i na Górnym Śląsku też funkcjonowały zakłady włókiennicze, ale wszędzie trzeba było mieć znajomości. Wymagany był też meldunek. Z kolei hotele robotnicze były przepełnione, bo młodzi ludzie garnęli się do pracy. Pierwszy raz w życiu wówczas jechałam pociągiem. Zamieszkałam u cioci i wujka, którzy mieli pięcioro dzieci. Podjęłam pracę na tkalni, ale tak bardzo tęskniłam, że wróciłam do domu. Po roku znowu przyjechałam, już z koleżanką. Jako osoba niepełnoletnia, mogłam wówczas pracować sześć godzin, ale pracowałam osiem, bo za dwie dodatkowe godziny płacili mi sto procent – wspomina pani Aniela.

Pani Aniela, jako ładna dziewczyna, szybko wpadła w oko swojemu koledze z pracy, zaprosił ją na spacer, przychodził też do wujostwa grywać w szachy, gdzie zyskał aprobatę rodziny jako kandydat na męża. Po zaręczynach pojechali jeszcze w rodzinne strony pani Anieli - ten test pan Tadek przeszedł także pozytywnie. Pani Aniela mieszkała wówczas już na stancji w Pieszycach, pokoik na poddaszu miał raptem 12 m2, namiastkę kuchni i toaletę na podwórzu. Po belkach starego domu, jak wspomina pani Aniela, harcowały myszy. Po ślubie w 1961 roku pana Tadeusza wzięto na dwa lata do wojska.

Kiedy wrócił do zakładu, tkalnię pieszycką odwiedził agitator, który namawiał pracowników, by zapisywali się w poczet członków dzierżoniowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Małżeństwo odczytało to jako swoją szansę na własne, komfortowe mieszkanie. Zachętą była bezzwrotna pożyczka od zakładu pracy na wkład mieszkaniowy. Po trzech latach oczekiwania otrzymali przydział na upragnione M. Nie mieli wówczas jeszcze dzieci, a metraż zależał od liczby członków rodziny.

- Wylosowałem mieszkanie na drugim piętrze. Kiedy się wprowadziliśmy, weszliśmy na inny poziom życia. Bieżąca, ciepła woda, toaleta w mieszkaniu. To był dla nas wówczas niebywały wprost komfort – mówi pan Tadeusz. Nie było jeszcze wtedy os. Jasnego, w międzyosiedlowym parku straszyły pozostałości koszar wojskowych. Pan Tadeusz pamięta jeszcze, jak jako mały chłopiec przychodził z Pieszyc piechotą na żużel – poniemieckie boisko znajdowało się wtedy na os. Błękitnym – ciągnęło się wzdłuż ul. Złotej, w miejscu dzisiejszych bloków nr 2 i 4.

                               

Nie przeszkadzało im nawet wszechobecne błoto i konieczność chodzenia przez całe miasto na przystanek na dworcu kolejowym, by dojechać do pracy w Pieszycach. Po dwóch latach było już łatwiej – pan Tadeusz podjął pracę w Silesianie w Dzierżoniowie, gdzie przez wiele lat był mistrzem, a pani Aniela zaczęła pracę na montażu w Diorze. Popołudniami po pracy i zjedzonym obiedzie pan Tadek znikał, by do wieczora grać na boiskach osiedlowych w siatkówkę. Mężczyźni przychodzili z dziećmi, a zainteresowanie było tak duże, że czekało się w kolejce...

- Kiedy urodził nam się syn, zastanawialiśmy się kilkakrotnie nad zamianą mieszkania na większe. Jednak wyszliśmy z założenia, że mieć dobrych sąsiadów to coś więcej niż mieć dobre mieszkanie – wyznaje pani Aniela. Z pierwszych lokatorów zostało w klatce pięć rodzin, ale wzajemnie się wspierają, mogą na siebie liczyć.

- Żyjemy sobie zgodnie i spokojnie, z ufnością patrząc na życie pomimo tragedii, która nas spotkała – tragicznej śmierci syna wiele lat temu – mówi pan Tadeusz. Na półkach stoją pamiątkowe zdjęcia, syn wciąż jest blisko nich. Zaleźli w sobie siłę, by mimo wszystko żyć dalej i przeżyć swoje życie jak najlepiej.

A mieszkanie zdało swój egzamin, po latach pan Tadeusz przebudował tylko kuchnię, tworząc łuki w wejściu i okienku. Kiedy wybudowano pobliskie wieżowce, zaczął zanikać sygnał telewizyjny. Trwało to kilka lat. - Trzeba było chodzić z anteną i szukać sygnału – opowiada pan Tadeusz. Dopiero później rozwiązano ten problem.

Od wielu lat małżeństwo, wspólnie z jednym z sąsiadów, pielęgnuje przydomowy ogród. Rosną w nim piękne krzewy, kwiaty, pojawiły się ozdoby typu wiatrak, postacie z bajek, kupowane i stawiane tam przez pana Tadeusza. W sezonie oboje pracują w ogrodzie po kilka godzin, sadząc, pieląc i podlewając. Za swoją inicjatywę i efekty pracy wielokrotnie nagradzano ich w konkursie organizowanym przez spółdzielnię i miasto.

APK

<< strona główna    04.02.2017, godz.12:14    odsłony(1972)
Dodaj do:   


 
czas generowania: 0,0057 s