Strona główna O nas Statut Historia Kontakt
 
 
Herbatki, begonie i wspomnienia
Budynek na os. Kolorowym oddano do użytku w grudniu 1964 roku. Czterdzieści mieszkań dwu- i trzypokojowych, trzy klatki. Za oknami widok na ruchliwą ul. Świdnicką i osiedlowy park.

Helena Sulikowska mieszka tu od 1965 roku, na swoje wymarzone M czekała zaledwie półtora roku, co w tamtych czasach było tempem ekspresowym.

- Mieszkaliśmy z mężem i moją rodziną w Mościsku. Wpłaciliśmy wkład w wysokości 3 tysięcy zlotych, wówczas była to niemała kwota. O możliwości zamieszkania w bloku przeczytałam w lokalnej gazecie. To była jedyna możliwość otrzymania mieszkania, w dodatku w nowym budwnictwie, a nie w starej, często zaniedbanej kamienicy.

Mieli jedno dziecko, więc należał im się tylko pokój z kuchnią. Zameldowali siostrę pani Heleny, by przydzielono im dwa pokoje. Wylosowali niski parter, na co pani Helena trochę narzeka, bo nie czuła się do końca bezpiecznie – raz ktoś ukradł z balkonu dwie pary dziecięcych spodni kupionych w Peweksie. Biura spółdzielni mieściły sie wówczas przy ul. Brzegowej, by zapłacić za czynsz trzeba było iść przez pół miasta.

Stanisława Krych wprowadziła się do bloku nieco później. Jednemu z lokatorów zmarł ojciec, rodzina wyprowadziła się, zwolniła lokal. Z Pieszyc przyjechali tu z dwójką dzieci wyposażeni w dywan, dwa łóżka i telewizor. To cały ich dobytek, przywieziony furmanką przez ojca pani Stanisławy, który w dniu wyprowadzki córki płakał z żalu cały dzień.

- Kiedy się tu wprowadzilismy, wszyscy byliśmy młodzi. Wspólne imieniny, zabawy przy adapterze. Żyliśmy blisko siebie, wesoło było. Dziś w naszym bloku z tamtego czasu zostało raptem kilka rodzin, wielu poumierało. Dużo ludzi tylko wynajmuje, przemyka do swoich mieszkań, oprócz „dzień dobry” nie rozmawiamy ze sobą – zauważa pani Stamisława.

- Żyjemy tu spokojnie, powoli. Proszę napisać, że prezesa mamy bardzo dobrego. Przez tyle lat nic sie nie inwestowalo, a on w krótkim czasie zadziałał kompleksowo – bloki zostały pomalowane, ocieplone. Co młody, to młody – stwierdza kiwając głową dla potwierdzenia swoich słów pani Helena.

Pani Helena i pani Stanisława są wdowami, zaprzyjaźniły się, sporo czasu spedzają razem – na wspólnej herbatce czy kawie, sadzeniu begonii na rabatce pod blokiem czy spotkaniach Klubu Seniora w Spółdzielni Mieszkaniowej. Dorosłe dzieci dzwonią codziennie.

- Staramy się sprawiać sobie małe przyjemności, myśleć optymistycznie. A ile my jeszcze pożyjemy? - pyta retorycznie pani Stanisława, która za sobą niezwykle trudne przeżycia – jako siedmiolatka wraz z uznanymi za kułaków rodzicami oraz pięciorgiem rodzeństwa musiała wyjechać na sześć lat na Sybierię.

- Moje wspomnienie? Niebo, las, mróz. Pragnęliśmy chleba, warzyw. Nie chodziłam do ruskiej szkoły, pisać uczyłam się na papierkach po konserwach. Po przyjeździe do Pieszyc w 1946 roku miałam ogromne trudności w szkole. Nasz najstarszy brat, który walczył na froncie został uznany za zmarłego. Jakież było nasze zdziwienie, gdy pewnego dnia stanął w drzwiach domu. Z radości na pamiątkę zrobliśmy sobie w ogrodzie tego dnia zdjęcie rodziny w komplecie. Wspaniały maj 1946. To jedna z moich najcenniejszych pamiątek.

 

<< strona główna    21.03.2016, godz.11:32    odsłony(2253)
Dodaj do:   
WSPOMNIENIA Spółdzielców


 
czas generowania: 0,0591 s