Strona główna O nas Statut Historia Kontakt
 
 
Z Beskidu Wyspowego w Góry Sowie

Dzierżoniowianin Franciszek Śliwa od 1961 roku mieszka w bloku spółdzielczym przy ul. Brzegowej 1B. Wspomina, że budownictwo spółdzielcze było dla niego wówczas jedyną nadzieją na własne mieszkanie.

Pochodzi z Beskidu Wyspowego, ze wsi Zbludza u podnóża Modyni (1029 m). Na ścianie w jego pokoju wiszą zdjęcia rodzinnych stron wykonane podczas wizyty dwa lata temu. Opowiada o drewnianym domu, w którym się wychował, a na fotografii z panoramą okolicy wymienia: Gorce, Limanowa, Kamienica. W jego mowie słychać nieco góralskiego zaciągania. Jak ktoś pochodzi z jego stron, od razu to rozpoznaje i pyta: z Podhala czy Krakus?

- Mieliśmy trzy morgi pola, miałem siedmioro rodzeństwa. Wszyscy pouciekali, na przykład do szkół do Katowic. Ja też nie chciałem tam zostać. Skorzystałem z możliwości, że moi krewni mieszkali w Pieszycach. Przyjechałem tutaj w wieku piętnastu lat, zamieszkałem u nich i podjąłem pracę w warsztacie w PKS-ie.

Pamięta szok kulturowy związany z infrastrukturą Dolnego Śląska. Choć uważa, że na przestrzeni lat ludzie niewiele tu remontowali i budowali, w porównaniu z jego rodzinnymi stronami. Cieszyła go bliskość Gór Sowich, chodził w nie w wolnych chwilach, podobnie jak w Karkonosze.

Z dzierżoniowskim PKS-em związał całe swoje życie zawodowe. Był kierowcą, także operatorem dźwigu.

- Przez moje ręce przeszły wszystkie rury z wodociągu do Lubachowa. Hydrobudowa Poznań wynajmowała nasz dźwig. Kiedyś nie było wiele takich maszyn, a PKS był dużym zakładem – wspomina, ale zaraz dodaje: - Słodkiego życia tam nie było. Pracowało się wiele godzin, zarobki niewielkie, w domu bywało się gościem. Czasem nawet w święta w nocy trzeba było rozładowywać transporty na stacji. Dokuczała zima, na hali stały tylko „koksiarki” – w metalowych koszach palił się koks.

Od kuzynostwa z Pieszyc przeprowadził się do pokoju przy ul. Brzegowej 81 w Dzierżoniowie. Warunki były trudne: wilgoć, chłód – w nocy woda zamarzała. Za panem Franciszkiem do Dzierżoniowa przyjechała siostra, początkowo by pilnować jego małych dzieci, później znalazła pracę i ostatecznie została tu, mieszka na os. Błękitnym.

Pan Franciszek pamięta, że o mieszkania było wtedy bardzo ciężko. Pisał wiele podań, zawsze otrzymywał odmowę. Nowo budowany blok spółdzielczy dawał nadzieję na lepsze życie, tym bardziej, że z PKS-u otrzymał pożyczkę bezzwrotną w wysokości 30 tysięcy złotych, na wkład mieszkaniowy. Warunkiem było przepracowanie dwudziestu lat w zakładzie.

- Wprowadzenie się do nowego mieszkania z żoną i dziećmi – miały wtedy 2 i 3 lata, było jak skok cywilizacyjny. 48 m2, dwa pokoje. To, że takie mieszkanie dostaliśmy było sukcesem. Byliśmy szczęśliwi. Początkowo mieliśmy niewiele mebli – raptem trzydrzwiową szafę, dwa żelazne łóżka, na których spaliśmy z żoną i młodszym dzieckiem, stół, krzesła i łóżeczko dla starszego dziecka. Zresztą ciężko było dostać meble. W mieszkaniu były piece, paliliśmy węglem, w kuchni stała dwupalnikowa kuchenka gazowa i kuchnia węglowa. Byliśmy młodzi, dzieci były małe, życie płynie wtedy inaczej.

Pamięta, że kiedyś sporo dokuczał im hałas dochodzący od pobliskiej ul. Kościuszki – o 3.00 w nocy już wyjeżdżały ze znajdującego się tam wtedy dworca autobusy, a przez tory przewijał się ciężki transport samochodowy. Ale ludzie żyli we wspólnocie – razem zamiatali, grabili podwórko. Rozmawiali przed blokiem, przychodzili posłuchać radia czy pooglądać telewizję.

Pan Franciszek sporo remontował w mieszkaniu – sam położył parkiet, boazerię w przedpokoju. Dzisiaj ma ogrzewanie gazowe, co jest szczególnie ważne i wygodne w jego wieku. Mieszka sam, żona Bronisława zmarła jedenaście lat temu po operacji na serce. Na szczęście troje dorosłych dzieci mieszka niedaleko, doczekał się siedmiorga wnuków. Pan Franciszek ubolewa, że już nie wędruje po górach, ma problemy z chodzeniem. Sporo czyta, obecnie „Sekrety najbardziej niezwykłych miejsc na świecie”, ogląda programy poświęcone historii i geografii. Seriale go nie interesują.

- Żeby mieć tę głowę i tamte lata, ech... - wzdycha pan Franciszek.

 

<< strona główna    21.03.2016, godz.11:05    odsłony(1764)
Dodaj do:   
WSPOMNIENIA Spółdzielców


 
czas generowania: 0,0051 s