Strona główna O nas Statut Historia Kontakt
 
 
Cieszyłem się jak sto pięćdziesiąt

W jednym z najstarszych bloków spółdzielczych w Dzierżoniowie przy ul. Brzegowej mieszkają państwo Genowefa i Zdzisław Ptak.

Dwupiętrowe bloki stanowią wyjątek na ul. Brzegowej, wzdłuż której ciągną się poniemieckie kamienice z ogrodami tuż przy rzece Piławie lub gospodarstwa z bramami wjazdowymi i budynkami gospodarczymi. Stoją tuż za skrzyżowaniem z ul. Kościuszki, ale do mieszkań nie dochodzi uliczny hałas.

Pani Genowefa pamięta, że do swojego M wprowadzili się w 1961 roku. Dlaczego szukając domu dla rodziny pomyśleli o spółdzielni?

- W tamtym czasie nie było już tyle wolnych poniemieckich mieszkań co zaraz po wojnie. Nowe budownictwo to było wtedy coś nowoczesnego, rzadkiego. Kiedy się wprowadziliśmy cieszyłem się jak sto pięćdziesiąt. To była pewnego rodzaju nobilitacja – wspomina pan Zdzisław.

Pani Genowefa do Dzierżoniowa przyjechała po wojnie z Wielkopolski, z rodzinnej miejscowości Słupca.

- Ojciec jeszcze wówczas nie wrócił z wojny. Nie przelewało nam się, mama liczyła na pracę w dużym zakładzie. Sąsiedzi wyjeżdżali, a my z nimi. Miałam jedenaście lat, kiedy przyjechała wraz z bratem i mamą do Książnicy. Potem dołączył do nich ojciec.

Blisko Książnicy, we Włókach, mieszkał ze swoją rodziną pan Zdzisław, ale poznali się dopiero w pracy, w Silesianie. Pan Zdzisław pracował w systemie zmianowym jako kierowca ciężarówki, woził materiały, węgiel, a pani Genowefa 37 lat życia zawodowego spędziła na przędzalni.

- Było ciężko. Dawali nam najgorsze śmieci i trzeba było prząść. Nici się rwały. Takie były czasy.

Pobrali się, urodziło się pierwsze dziecko, a wkrótce pan Zdzisław na dwa lata wyjechał na służbę wojskową. Pierwsze mieszkanie małżeństwa to pokój z kuchnią przy ul. Botwina 56, dzisiejszej Nowowiejskiej.

- Niestety, nie wspominamy go dobrze. Ciasno, wilgoć, niewielka kuchnia, ubikacja na podwórku. Mycie w misce. Do tego jedno, a za chwilę dwoje małych dzieci.

Kiedy usłyszeli o budujących niedaleko ich mieszkania i zakładu blokach spółdzielczych poczuli, że to może być szansa na poprawę komfortu życia.

- Wróciłem po dwóch latach pobytu w wojsku i wiedząc, jak żona męczyła się w kawalerce przy ul. Nowowiejskiej postanowiłem działać. Udałem się do ówczesnego dyrektora Silesiany, pana Dzika. Powiedziałem wprost, że nie mam mieszkania. Wspomniałem o spółdzielni i poprosiłem o pomoc w zebraniu środków na wkład mieszkaniowy. Dyrektor mnie wysłuchał i zgodził się. Zakład wpłacił mi część wkładu. Na mieszkanie czekaliśmy niecałe dwa lata – opowiada pan Zdzisław.

                           

W dwupokojowym mieszkaniu o powierzchni 62 m2 był parkiet, paliło się w piecach - teraz już w niektórych lokalach zlikwidowane, w innych jeszcze zostały. Pan Zdzisław pali w kotłowni, nad czym trochę ubolewa na stare lata. Dziś wolałby już nie nosić węgla.

- Dobrze nam się mieszka. Spokój, nie ma kłótni, każdy żyje własnym życiem. Nie słychać hałasu z ul. Kościuszki. Ulicę Brzegową i okoliczne chodniki wyremontowano. Mieliśmy stąd blisko do pracy. Był czas, kiedy myślałam, by przeprowadzić się na osiedla, gdzie jest inny rodzaj ogrzewania, ale mąż się już przyzwyczaił. I tak zostaliśmy.

Państwo Ptak mają troje dzieci – córka mieszka w tym samym bloku, tylko w innej klatce, a synowie – jeden w Pieszycach, drugi w Austrii.

<< strona główna    21.03.2016, godz.10:52    odsłony(1568)
Dodaj do:   
WSPOMNIENIA Spółdzielców


 
czas generowania: 0,0054 s